Każdy, kto choć raz miał okazję jeździć Mitsubishi Lancerem 1.6 lub 1.8, wie, że to auto ma potencjał… tylko trochę głęboko schowany. Gdzieś pomiędzy kolektorem a sterownikiem, siedzi mały japoński samuraj z zaciągniętym hamulcem ręcznym – i to właśnie jego trzeba „odmulić”.
Co to w ogóle jest to „odmulanie”?
To trochę jak poranna kawa dla Twojego Lancera. Tylko zamiast espresso, serwujesz mu… odblokowanie ograniczeń w sterowniku silnika. Fabrycznie Lancer chodzi jakby na palcach – cichy, spokojny, niezbyt narzucający się. Po odmuleniu? Ooo, panie, zaczyna się życie!
Ale zaraz, to turbo? Chip? Magiczna różdżka?
Nie, nie i niestety też nie. To nie są efekty jak po wrzuceniu turbo od EVO albo chipu z Allegro z naklejką „+20KM”. To subtelna różnica – ale zauważalna. Główne zmiany czujemy w zakresie 2000–4000 obrotów. Auto w końcu zachowuje się jakby chciało jechać, a nie jakby kierowca zmuszał je do wstania z łóżka o 6 rano w poniedziałek.
Czy to się opłaca? To zależy. Jeśli szukasz wyścigówki, to sorry – koledzy od turbosprężarek są dwa garaże dalej. Jeśli chcesz „super wyścigówkę” – sprzedaj auto i kup EVO lub RA. Ale jeśli chcesz, żeby Twój Lancer w końcu zaczął jechać jak człowiek, to odmulenie jest jak porządny detoks: oczyszcza z lenistwa, ożywia reakcje i sprawia, że jazda przestaje przypominać próbę przebicia się przez kisiel 
Podsumowanie:
Więc jeśli twój Lancer 1.6 lub 1.8 chodzi jakby miał kaca – odmul go. Nie pożałujesz. On też nie 
Nie trzeba przyjeżdżać, wystarczy wysłać do nas sterownik. Napisz do nas: tokyo.dawid@onet.eu lub zadzwoń: 510 343 232.


